Granatowy mat od Opi. Lakier, podczas używania którego wykazałam się nie lada inteligencją :D Coś mi świtało w głowie, że nie daje się pod niego bazy. No ale zaczęłam malowanie standardowo, zaczynając od bazy właśnie. Potem kolej na granat... co się dzieje? lakier zaczął się rozchodzić.. pękać prawie jak kraki! Wtedy sprawdziłam zawieszkę dołączoną do lakieru - jak byk napisane, żeby nie używać bazy, topów itp ;)
Ale że zmywać mi się tego nie chciało, malowałam dalej. Na szczęście na reszcie paznokci szlo już jakby lepiej, a czemu to nie mam pojęcia. Lakier ma bardzo fajną pigmentację i podejrzewam, że aplikacja byłaby bardzo fajna gdyby nie mój błąd. Druga warstwa była o wiele przyjemniejsza w nakładaniu od pierwszej. I na tym byłby koniec, ale ja musiałam gdzieniegdzie dołożyć trzecią warstwę, żeby naprawić wyrządzone miejscami szkody. Jeśli o kolor chodzi - bardzo ciemny, głęboki granat, pięknie wygląda na dłoniach. Wychodzi ciemniej niż w butelce. Mat jest na początku całkiem mocny (nie jakoś mega, ale wyraźniejszy od satyny), ale dość szybko się zaczyna błyszczeć. Końcówki wytarły się po krótkim czasie, ale nie odpryskiwał :)
Niestety nie jest zbyt fotogeniczny ;) musicie uwierzyć, że na żywo prezentuje się lepiej :)
A w następnym poście zobaczycie go w troszkę innej odsłonie :)